Inspiracja w sztywnych szatach

Pewnego dnia poczułem się zniechęcony, kiedy pomyślałem o kolejnej redakcji mojego blog posta napisanego pod wpływem inspiracji.

Chyba chciałem, żeby ten post był dobry. A żeby był dobry, to chciałem mu się lepiej przyjrzeć i upewnić, że napisałem coś, co ma sens i można zamknąć w jednym artykule.

Jak się więc ma pisanie pod wpływem inspiracji do publikowania wartościowych treści? Albo w ogóle jak się mają działania pod wpływem inspiracji do działania po przemyśleniu?

Zwięzłość, perfekcjonizm i…

Czasami czuję zniechęcenie i przytłoczenie, kiedy próbuję zamknąć myśl w jednym poście lub odcinku vloga. Obawiam się, że takie wrażenie mnie nie opuści i zawsze będzie mi towarzyszyć.

Obawiam się też, że w ten sposób objawia się mój perfekcjonizm, który nie pozwalał mi nigdy opublikować mojej pracy bez wielokrotnych poprawek.

W przypadku tej redakcji artykułu brakło mi czasu na spokojne przyjrzenie się sprawie. Nie miałem czasu na redakcję, bo w tym czasie, kiedy redagowałem, tak naprawdę chciałem dopełnić obowiązków wynikających z mojej umowy z firmą, w której byłem zatrudniony.

Chciałem szybko skończyć post, żeby domknąć jeden temat i móc ruszyć dalej.

Ale sam sobie narzuciłem te ramy czasowe. Bo przecież mogłem popracować dla firmy po południu, ale wolałem skończyć pracę przed południem, ale wtedy naszła mnie chęć na redakcję. Dylemat.

Mogłem popracować nad swoimi projektami wcześniej, choć poniekąd umówiłem się, że będę dostępny przed południem. Ale to akurat było elastyczne i wystarczyło dać znać na Slacku, że znikam na godzinkę i odbębnię później.

Brakujący składnik

Czyżbym nie dawał sobie tyle elastyczności, ile potrzebuję?

Czy to brakujący składnik? Elastyczność właśnie?

Z czego wynika elastyczność?

Guma jest elastyczna, bo naciskasz, naciskasz, a jak puścisz, to wraca do swojego kształtu. Jest giętka, wygina się, dopasowuje tymczasowo do sił na nią działających.

Sztywne ramy nie współgrają z inspiracją, chyba, że zamkniemy inspirację w piwnicy i będziemy wypuszczać jak jakiegoś wygłodniałego stwora.

A może osłabionego stwora?

Być może taka inspiracja jest okaleczona i nigdy nie będzie w stanie dać z siebie wszystkiego?

Ramy

Mam swój grafik, ramy, obowiązki i zobowiązania. Dbam zwłaszcza o zobowiązania wobec innych, bo wierzę, że to stanowi podstawę wiarygodności i zaufania.

A co z zaufaniem do siebie? Czy wytrwałość na tym właśnie ma polegać? Stawiam sobie wymagania, buduję rutynę, nawyki i wyznaczam cele na przyszłość.

Ale na ile jestem elastyczny? Na ile elastyczne są moje przekonania?

Czy może mój umysł sztywnieje w ciągu dnia i dlatego nie pozwalam sobie na dostosowanie planów. Tak długo w ciągu dnia surfuję na desce zrobionej ze sztywnych planów, że ze zmęczenia przestaję reagować na zmieniającą się pogodę, nagłe podmuchy wiatru czy sprzyjającą falę.

Poobiednia medytacja zazwyczaj rozluźnia mój umysł i wtedy mogę powrócić do moich uczuć i blokujących mnie, sztywnych myśli. Zobaczyć rekiny i podwodne skały. Mogę czujnie, pogodnie i z opanowaniem dostrzec błędy i pułapki. Dostrzegam w sobie większą wrażliwość.

Elastyczność daje komfort

Co musi być elastyczne, aby dało się okiełznać inspirację i nie zrobić krzywdy sobie ani innym?

Plany, rutyny, zobowiązania.

Jak nabyć elastyczność umysłu? Medytacja, mindfulness, świadomość ciała i emocji, pragnień. Cisza, z której wyłania się to, co tu i teraz.

Czy w sztywnych ramach jest miejsce na inspirację?

Dopasuj ramę do siebie

Czasem gdzieś wystajemy poza ramkę, albo się w niej nie mieścimy.

Chciałbym, żebym to była moja myśl, ale podziękowanie należy się mojej terapeutce.

Być może trzeba dopasować swoje ramy, zmienić ich kształt. Może ramka na obrazek, przedstawiający Ciebie, nie musi być kwadratowa, ani nawet prostokątna? Może potrzebujesz nietypowego kształtu?

Przypomina mi się w tym miejscu książeczka dla dzieci o Pomelo i kształtach. Pomelo odkrywa różne kształty w przyrodzie, w tym swój własny kształt, który jest unikalny i naprawdę piękny.

Może próbowałem zamknąć inspirację w sztywnej ramie, bo ktoś powiedział, że tak właśnie trzeba?

Czego tak naprawdę potrzebuję?

Poruszyłem niedawno temat inspiracji, ponieważ pragnąłem wieczorem czytać książkę, która wiem, że pobudza mnie do działania. Ale moja rutyna i świadomość tego, że zaraz idę spać, blokowała mnie przed wzięciem tej książki do ręki.

Nie pozwoliłem inspiracji płynąć.

A może pragnąłem jej, choć nie byłem na nią gotowy ani jej nie potrzebowałem?

Może jednak potrzebowałem czegoś zupełnie innego? Raczej właśnie ciszy, wejrzenia wgłąb siebie, a nie tego uczucia uniesienia, które wypełnia pewnością, mocą i optymizmem?

Może po prostu potrzebowałem się wyspać albo zmęczyć fizycznie. Dać sobie przyzwolenie na odpoczynek i regenerację.

Brakowało mi energii, ale być może poszedłem w kierunku nie tego źródła, co powinienem?

Czasem planując iść na spacer, jeszcze wkładając buty ustalam którędy pójdę, choćby nie wiem co, bo taki miałem plan, a planów trzeba się trzymać. Trzeba?

Czasem idę tam, gdzie mnie nogi poniosą.

Może więc elastyczne powinno być też moje podejście do realizacji potrzeb?

A może bardziej spontaniczne?

W jakich proporcjach w ciągu dnia, tygodnia potrzebuję spontanicznie iść za głosem inspiracji a ile potrzebuję rutyny? I w jakich obszarach? A może blokach czasu?

Dołącz do 500+ subskrybentów i bądź na bieżąco! 🚀

Wszystkie najnowsze posty i projekty, pogrupowane tematycznie i dostarczane bezpośrednio do Twojej skrzynki e-mail w każdy wtorek. Bez spamu, obiecuję! 🙌